Szanowny Panie Premierze! Interpelację niniejszą kieruję na ręce Pana Premiera, mając pełną świadomość osobistej
Szanowny Panie Premierze! Interpelację niniejszą kieruję na ręce Pana Premiera, mając pełną świadomość osobistej roli, jaką odegrał Pan w osiągnięciu ww. porozumienia pomiędzy oboma ministrami, oraz iż zostało ono zawarte pod presją czasu związaną z koniecznością przedstawienia przez Pana Premiera stanu realizacji programu Pańskiego rządu ˝Solidarne Państwo˝ po 100 dniach jego funkcjonowania.
Tytuł dokumentu wskazuje, iż nie ma on stosownego umocowania w obowiązującym obecnie w Polsce systemie prawnym. Zdziwienie budzi sam fakt zawierania umów pomiędzy członkami Rady Ministrów w kwestiach, które dotyczą Rady Ministrów jako organu konstytucyjnego i wymagających adekwatnej procedury legislacyjnej. Stawia to automatycznie pod znakiem zapytania wiarygodność Porozumienia oraz obligatoryjność jego stosowania przez obu sygnatariuszy.
Niezależnie od niejasności co do podstaw prawnych nasuwają się również wątpliwości natury merytorycznej dotyczące samej treści dokumentu, z którego wynika, iż ustanowienie tzw. dyplomacji ekonomicznej sprowadza się do przekazania Ministrowi Spraw Zagranicznych znacznej części majątku oraz etatów na placówkach zagranicznych, pozostających dotychczas w dyspozycji Ministra Gospodarki. Czyżby należało zatem wnioskować, iż MSZ nadzorujący około 150 ambasad i konsulatów na całym świecie i zatrudniający ponad 1 tys. pracowników za granicą nie miał dotychczas możliwości zajęcia się problematyką gospodarczą?
Pozwalam sobie zatem zasugerować Panu Premierowi szczegółowe przyjrzenie się np. działaniom ambasadorów państw członkowskich Unii Europejskiej akredytowanych w Warszawie, a zwłaszcza ich intensywnym działaniom lobbingowym na rzecz przedsiębiorstw z własnych krajów. Analogiczne zaangażowanie szefów polskich placówek dyplomatycznych oceniane jest w środowiskach biznesu zdecydowanie negatywnie. Wynika to zapewne z szeregu przyczyn, jednak do głównych można z pewnością zaliczyć brak jednoznacznego poparcia ze strony politycznego kierownictwa państwa dla zaangażowania dyplomacji w działania na rzecz sektora prywatnego oraz jej powszechną ignorancję, jeśli chodzi o konkretne zagadnienia gospodarcze. Faktem jest, iż złośliwe powiedzenie, że ˝przeciętny ambasador RP nie odróżnia akredytywy od akredytacji˝, jest niestety prawdziwe.
Wydawać by się mogło, iż ustanowienie dyplomacji ekonomicznej winno zbliżać polski modus operandi do sprawdzonych wzorców naszych europejskich partnerów, tymczasem ogranicza się on do kolejnych ruchów pozorowanych, niemających realnego wpływu na zwiększenie bądź ułatwienie współpracy z zagranicą naszym firmom. Wygląda raczej na to, że korzystając z tzw. koniunktury politycznej, po raz kolejny resort spraw zagranicznych podjął działania zmierzające do przejęcia pełnej kontroli nad placówkami zagranicznymi zarządzanymi przez resort gospodarki.
Jak Pan Premier zapewne wie, jest to jedynie kolejna odsłona toczącego się od lat konfliktu pomiędzy MSZ a MG i jego poprzednikami (MGiP, MGPiPS, MWGzZ, MHZ). Obie strony dysponują przy tym szeregiem mniej lub bardziej istotnych argumentów merytorycznych i prawnych. Pełniąc funkcję przewodniczącego Komisji Gospodarki Sejmu poprzedniej kadencji, miałem możliwość obserwowania analogicznej, żenującej sytuacji w roku ubiegłym. Proszę mi wierzyć, iż pozycja bezstronnego obserwatora pozwala dostrzec grę interesów całkowicie niezwiązanych z interesem państwa. W wypadku MSZ chodzi raczej o kwestie ambicjonalne, co potwierdza pośrednio argumentacja Pana Ministra Stefana Mellera zawarta we wniosku o przyjęcie jego dymisji, dotycząca koordynacyjnej roli MSZ. W wypadku MG jest to walka o zachowanie status quo, a zatem znacznej strefy wpływów na placówkach zagranicznych, majątek, środki budżetowe, wysoko płatne etaty. Moja opinia nie jest w tym wypadku odosobniona - raport Najwyższej Izby Kontroli z kwietnia 2005 r. podaje cały szereg przykładów marnotrawienia środków publicznych wynikających z ww. gry interesów resortowych. Czynnik polityczny (niezależnie od rządu) odgrywa przy tym rolę drugorzędną wobec działań koterii urzędniczych obu resortów, co oznacza, że mimo 16 lat przemian nadal mamy Polskę ˝resortową˝. Smutne jest także, iż pomimo wymiany kadr kierowniczych i w MSZ, i w MG na jakoby bardziej wiarygodne od poprzedników, urzędnicy Pańskiej administracji, Panie Premierze, postępują identycznie jak podwładni Premiera Leszka Millera czy Marka Belki, walcząc o przysłowiowe - radziwiłłowskie wyrwanie jak największego kawałka sukna dla siebie. Jest to doprawdy żenujące widowisko.
Tymczasem z punktu widzenia interesów przedsiębiorstw jest mało istotne, które z ministerstw zarządza działami polskich placówek dyplomatycznych odpowiedzialnymi za problematykę gospodarczą. Dotychczas i te podległe MSZ (w 31 krajach), i te należące do MG (dwukrotnie więcej) oceniane są równie negatywnie. Ogromne sukcesy polskich przedsiębiorstw na rynkach zagranicznych (takie jak dodatni bilans handlowy w obrotach z Niemcami) i ciągle rosnący eksport w znikomej mierze są wynikiem wsparcia ze strony naszej dyplomacji. Istniejące rozwiązania konserwują jednak model z czasów poprzedniego systemu politycznego, a proponowane zmiany są tak naprawdę jedynie kosmetyczne.
Zapisane w Porozumieniu pomiędzy MSZ a MG z dnia 7 bm. rozwiązania szczegółowe przewidują powstanie tzw. wydziałów ekonomicznych w znakomitej większości polskich placówek za granicą podległych MSZ. Ministerstwo Gospodarki zarządzać ma od tej chwili około 40 misjami, które docelowo przekształcone zostać mają w przedstawicielstwa nowo powołanej Agencji Promocji Gospodarczej podległej MG. Zasadnicza różnica polega jednak na zakresie kompetencji obu tych instytucji. Wydziały ekonomiczne ambasad i konsulatów pracować mają na rzecz administracji państwowej, natomiast delegatury zagraniczne agencji (działające także w ramach misji dyplomatycznych) - odpowiadać za obsługę polskich przedsiębiorców. Mamy zatem do czynienia z próbą z jednej strony znacznego rozbudowania stanu etatowego placówek Ministerstwa Spraw Zagranicznych o etaty ekonomiczne (mało przydatne w większości z nich), z drugiej zaś zachowanie przynajmniej części ˝stanu posiadania˝ Ministerstwa Gospodarki, głównie tam, gdzie znajduje się interesujący MG majątek (np. 15 nieruchomości).
Pozwoli Pan zatem, Panie Premierze, iż przedstawię w skrócie zasadnicze konkluzje Podkomisji Nadzwyczajnej do sprawy rozpatrzenia rządowego projektu ustawy o Polskiej Agencji Promocji Gospodarczej, której pracami miałem przyjemność kierować w ubiegłej kadencji Sejmu. Otóż wzorując się na licznych i sprawdzonych modelach europejskich, w celu uniknięcia typowych dla polskiej rzeczywistości politycznej prób wymyślania na nowo rozwiązań dawno istniejących gdzie indziej oraz popełniania kosztownych dla państwa błędów, Podkomisja po roku prac zakończonych w maju 2005 r. zaproponowała przekształcenie dotychczas istniejących wydziałów ekonomiczno-handlowych podległych Ministrowi Gospodarki w przedstawicielstwa Polskiej Agencji Handlu i Inwestycji, nadzorowanej przez MG, a niebędącej de facto jego częścią (jak wynika z aktualnego projektu ustawy opracowanego przez resort gospodarki), wraz z jednoczesnym przekazaniem części etatów WEH do MSZ, celem wzmocnienia pionu ekonomicznego zarówno placówek, jak i samego ministerstwa. Podkomisja (złożona notabene z posłów Komisji Gospodarki obecnej kadencji) oceniła przy tym, iż MSZ winien dysponować stanowiskami ds. ekonomicznych jedynie w tych krajach, które są istotne z punktu widzenia polityki ekonomicznej państwa (np. w państwach UE, USA, Rosji, Ukrainy, Chin itd.), tj. zdecydowanej mniejszości ze 150 placówek. Agencja natomiast, by efektywnie wypełniać zadania wobec przedsiębiorców, musi mieć swych przedstawicieli wszędzie tam, gdzie tylko są szanse eksportowe lub możliwość pozyskania inwestorów. Powinna zatem mieć możność delegowania własnych specjalistów z tego zakresu do niemalże wszystkich misji dyplomatycznych jak również tworzenia biur tam, gdzie takich placówek brak (np. w Dolinie Krzemowej w USA, w Dubaju w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, w kilku nowych metropoliach Chin kontynentalnych).
Niestety obecnie postulowane rozwiązania tworzą wręcz odwrotną sytuację i są niejako antytezą sprawnego modelu wsparcia interesów ekonomicznych państwa i działających w nim firm. Są zatem dla państwa szkodliwe i noszą wszelkie znamiona tzw. ruchów pozorowanych w celu formalnego ogłoszenia sprawnej realizacji programu politycznego rządu PiS.
W związku z powyższym zwracam się do Pana Premiera z szeregiem istotnych z punktu widzenia obywateli wątpliwości:
- Czy rzeczywiście zdaniem Pańskiego rządu, Rzeczypospolitej Polskiej potrzebni są dyplomaci - ekonomiści w ponad 100 placówkach, zajmujący się np. analizami makroekonomicznymi takich państw, jak Nigeria, Iran czy też Tajlandia, podczas gdy polskie firmy mają znaleźć konkretne wsparcie jedynie w 40 wydziałach Promocji Handlu i Inwestycji ˝działających profesjonalnie na rzecz biznesu˝?
- Czy nie uważa Pan Premier, iż proporcje te powinny być dokładnie odwrotne, tak jak postulowała Komisja Gospodarki Sejmu poprzedniej kadencji?
- Czy zatem zamierza wyjaśnić Pan publicznie środowiskom gospodarczym przyczyny, dla których kierowany przez Pana rząd i jego ministrowie nadal przedkładają korporacyjne interesy urzędników MSZ lub MG nad interes państwa, który wymaga zapewnienia służebnej roli administracji wobec obywateli, w tym także przedsiębiorców?
Licząc na pilne ustosunkowanie się Pana Premiera do przedstawionych wyżej pytań, pozostaję
Z poważaniem
Poseł Adam Szejnfeld
Warszawa, dnia 10 marca 2006 r.