Szanowny Panie Ministrze! Stykając się z działaniem XVII Wydziału Gospodarczego ds. upadłościowych i naprawczych
Szanowny Panie Ministrze! Stykając się z działaniem XVII Wydziału Gospodarczego ds. upadłościowych i naprawczych Sądu Rejonowego dla m. st. Warszawy, człowiekowi znającemu choć w zarysach podstawowe przepisy prawa gospodarczego trudno nie odnieść wrażenia, że oto wśród nawały prywatyzacji różnych podmiotów niespodziewanie sprywatyzowano tenże XVII Wydział Sądu Rejonowego dla m. st Warszawy. Uzasadnieniem takiego odczucia są mechanizmy, z którymi się zetknąłem, a mianowicie:
1. Wypaczanie celu procesu upadłościowego
Naczelnym zadaniem syndyka i nadzorującego go sędziego komisarza powinna być dbałość o interesy wierzycieli upadłej firmy. Tymczasem w praktyce tego Sądu cel zmieniono i stała się nim dbałość o interesy syndyka i sędziów komisarzy. Nikt bowiem nie zrobił prostego rachunku ekonomicznego. Otóż w okręgu warszawskim (właściwość XVII Wydziału Sądu Rejonowego ds. upadłościowych i naprawczych) było orzeczonych w minionych latach średnio ok. 2000 tysięcy upadłości rocznie. Przy tym należy zauważyć, że orzeka się upadłość tylko tych podmiotów, które mają majątek na pokrycie kosztów upadłości, nie zaś firm, które majątku nie mają. Jeżeli zatem przyjąć średnio, że majątek upadłej firmy stanowi 2 miliony złotych (co nie jest wartością wygórowaną), otrzymujemy roczną wartość upadłości dla XVII Wydziału w kwocie ok. 4 miliardów złotych. Niech Pan Minister zliczy wszystkie sądy gospodarcze w kraju i zobaczy, jakim majątkiem i kwotami dysponują praktycznie bez kontroli sędziwie komisarze i ich syndycy. Do tej pory nikt nie próbował zbadać, ile dostali wierzyciele, ile Skarb Państwa, ile udziałowcy, a ile przynajmniej oficjalnie syndycy. Należy w tym miejscu zaznaczyć, że w każdej firmie nierozliczone 100 złotych powoduje postępowanie wyjaśniające. W XVII Wydziale Sądu Rejonowego dla Warszawy nikogo to nie interesuje i nikomu nie przeszkadza.
Jest rzeczą powszechnie wiadomą wśród przedsiębiorców, że kwoty, jakie otrzymują wierzyciele od syndyków upadłych firm, rzadko kiedy przekraczają 10% należnych kwot podstawowych, nie mówiąc o odsetkach.
Powstaje pytanie: Co się dzieje z resztą majątku i czy ktoś się tym interesuje. Otóż odpowiedź brzmi, że nikt się nie interesuje i nie wiadomo, co się z nim dzieje, majątek rozpływa się w niedający się racjonalnie wytłumaczyć tajemniczy sposób.
Z powyższego wynika, że Sąd Upadłościowy okręgu warszawskiego dysponuje rocznie kwotą około 4 miliardów złotych i wartość ta pozostaje praktycznie poza wszelką kontrolą.
2. Rozpływanie się w niebyt majątku upadłych firm:
- poprzez operacje księgowe w bilansie otwarcia;
Operacje te zmierzają do pomniejszenia wartości majątku upadłego, ponieważ sprzedaż dużego majątku po upadłości za grosze powoduje trudności w wyjaśnieniu takich poczynań wierzycielom. Im bowiem należą się przede wszystkim pieniądze ze sprzedaży. Jako przykład podaję przypadek spółki Budexpans Holding sp. z o.o., choć można wymienić tysiące innych spółek choćby z terenu upadłej fabryki Ursus, ale mechanizm jest wszędzie identyczny. Majątek upadłego, który w trakcie rozprawy przed sądem upadłościowym na dzień 15.05.2001 r. stanowił kwotę 21.469.751,00 zł (bilans sporządzony przez zarząd na dn. 15.05.2001 r.), po ogłoszeniu upadłości według bilansu zamknięcia sporządzonego przez syndyka masy upadłości Zbigniewa Zamoyskiego na dzień 24.10.2001 r. wyniósł jedynie 10.797.222,71 zł (bilans zamknięcia), ale po upływie doby w postaci bilansu otwarcia stanowił już według wyliczeń syndyka 12.885.920,34 zł (bilans otwarcia). Natomiast po 4 latach prowadzenia postępowania upadłościowego majątek został wyceniony przez działające na zlecenie syndyka Specjalistyczne Biuro Biegłych Rzeczoznawców GETAX na kwotę 21.938,00 zł!!!, a wycenę tę zatwierdziła sędzia komisarz Budexpans Holding sp. z o o. Z powyższego wynika więc bezspornie, ze syndyk Zbigniew Zamoyski zużył na koszty prowadzonej upadłości 99% majątku upadłego, który według ustawodawcy powinien być przeznaczony na zaspokojenie wierzycieli i udziałowców. A ci na dzień dzisiejszy w żadnym zakresie nie zostali zaspokojeni.
- zaniżanie wartości majątku upadłego na etapie samej sprzedaży;
Syndycy mają obowiązek sporządzać inwentarz majątku upadłego (art. 105 prawa upadł.) na dzień upadłości stanowiącego masę upadłości, z której mają być zaspokajani wierzyciele. Spis ma również zawierać wycenę majątku, gdzie najczęściej wycenia się go jako złom. Jest zastanawiające jednak, że ten złom używany jest do normalnej produkcji upadłych firm do dnia ogłoszenia ich upadłości. Niestety sędziowie komisarze akceptują nawet najbardziej rażące wyceny syndyków i stojące w sprzeczności z przepisami pomysły.
- współpraca z firmami windykacyjnymi, wyceniającymi i dozorującymi;
Uzyskane oficjalnie pieniądze choćby z najbardziej niedoszacowanego majątku służą najczęściej do opłacenia lukratywnych zleceń firmom najczęściej należącym do bliższej lub dalszej rodziny lub osób zaprzyjaźnionych.
Potwierdzeniem tej tezy jest przypadek spółki, która w dacie upadłości miała majątek 20 milionów, w chwili przejęcia przez syndyka pozbawiona została jego połowy, a w trakcie procesu upadłościowego dalszych 49%.
3. Zapewnianie syndykom w protekcjonalny, nieuzasadniony przepisami prawa sposób, pieniędzy z majątku upadłego;
Zgodnie z art. 122 prawa upadłościowego, syndyk powinien wydawać na koszty procesu upadłościowego własne pieniądze, które następnie winny być rozliczane i podlegać zwrotowi po akceptacji sędziego komisarza. Tymczasem jest stosowana następująca praktyka. Syndyk wycenia majątek upadłego i jako wynagrodzenie otrzymuje do 5% wartości tego majątku, czyli w przywołanym przeze mnie przypadku z 20 mln powinien otrzymać l mln zł. Ale faktyczna korzyść syndyka może wynosić wielokrotnie więcej, bowiem syndyk rozlicza wszystkie płatności w koszty upadłości, włącznie ze swoim wynagrodzeniem i kosztami swego biura - dowody w aktach XVII U - 320/01.
4. Dążenie sędziów komisarzy do tego, aby nie powstały rady wierzycieli;
Nikt nigdy nie sprawdzał i nie analizował, w jakim procencie upadłości powoływano radę wierzycieli, a w jakim nie. Rada wierzycieli jest bowiem organem kontrolnym w stosunku do syndyka i sędziego komisarza. W przypadku jej istnienia syndykowi jest trudniej działać na szkodę masy upadłości.
Byłoby ciekawe porównać odsetek powołanych rad wierzycieli w sądzie warszawskim z sądami w innych miastach.
5. Dążenie do sprzedaży majątku upadłych firm z wolnej ręki, aby uniknąć przetargów, gdzie decyduje najwyższa oferta, ale niedająca możliwości bezpośredniej negocjacji z wybranym oferentem.
Ten cel osiąga się poprzez unieważnianie przetargów pod różnymi pretekstami nawet tam, gdzie wpłacone są wadia i osiągana cena wywoławcza.
Podobnie jak w przypadku z pkt 5, nikt nigdy nie sprawdził i nie analizował unieważniania przetargów, czym te unieważniania były powodowane i jak się ma cena z przetargu do ceny z wolnej ręki. Dla wyjaśnienia należy stwierdzić, że przy sprzedaży z wolnej ręki syndyk bezpośrednio negocjuje z kupującym.
6. Stosowanie interpretacji prawa sprzecznych wprost z jego treścią gramatyczną.
Interpretacja prawa upadłościowego w sądzie upadłościowym nie jest naciąganiem prawa, lecz jego łamaniem. Najczęstszym przykładem jest naruszanie art. 28 oraz 39 prawa upadłościowego.
7. Akceptowanie przez sędziów komisarzy faktu bezprawnego występowania syndyków w imieniu upadłych podmiotów gospodarczych, poprzez uzurpowanie sobie funkcji zarządów, tymczasem syndyk reprezentuje jedynie masę upadłości tych podmiotów. Niewygodne sprawy, które mogą być oprotestowane przez zarząd, załatwia syndyk, występując jako reprezentant upadłego i w jego imieniu składając oświadczenia woli.
Mając powyższe na względzie, należałoby się zastanowić, dlaczego to wszystko jest możliwe. Odpowiedź na to pytanie jest następująca. Otóż jest to możliwe dlatego, że sędzia Dariusz Czajka za czasów, kiedy był przewodniczącym XVII Wydziału, stworzył w tym Wydziale mechanizmy, z których ochoczo korzystali syndycy i komisarze i które uczyniły zeń decydenta niewiele sobie robiącego z przepisów. Jego pozycja i decyzje były nie do podważenia (podobno Prokuratura dla Warszawy Śródmieścia stwierdziła, że jeszcze w dwa dni po tym, jak przestał być sędzią, wydawał jeszcze orzeczenia w Warszawskim Sądzie Okręgowym, nie mogę jednak tego zweryfikować ze względów czysto formalnych, nie jestem stroną).
Mechanizm powodował, iż wewnątrz tego Wydziału Sądu stosowano instrumentalne przeinaczanie prawa, tak że dawało to jego karykaturę. Ta karykatura przepisów prawa jest następnie stosowana szeroko w orzeczeniach i uzasadnieniach XVII Wydziału Gospodarczego ds. upadłościowych i naprawczych Sądu Rejonowego.
Pan Czajka odszedł wprawdzie z XVII Wydziału, ale mechanizm pozostał i funkcjonuje nadal. Osobą przeciwstawiającą się działaniom sędziów komisarzy (poza radą wierzycieli, która jest najgroźniejsza dla tandemu sędzia komisarz-syndyk) może być także zarząd upadłego. Ale mechanizm z jego skargami radzi sobie w następujący sposób:
- skargę na czynności syndyka składa się do sędziego komisarza, który pyta syndyka o jego stanowisko w sprawie i prezentuje je w postanowieniu (byłoby dziwne, gdyby syndyk zajął stanowisko przeciwko sobie samemu);
- skarżący wnosi zażalenie na postanowienie sędziego komisarza do Sądu Rejonowego, które trafia do XVII Wydziału ds. upadłościowych i naprawczych w którym jest 7 sędziów, ale zażalenie na swoje postanowienie rozpatruje ten sam sędzia komisarz;
- aby uniemożliwić rozpatrywanie merytoryczne, sąd żąda od upadłego opłat sądowych, choć doskonałe wie, że upadły nie ma dostępu do majątku firmy;
- zarząd upadłego składa zażalenie na postanowienie o opłacie sądowej wnioskując o zwolnienie z kosztów;
- w odpowiedzi sędzia komisarz wydaje postanowienie żądające kolejnej opłaty sądowej od kolejnego zażalenia - mamy błędne koło i nawet postanowienie Sądu wyższej instancji go nie przerywa.
Na marginesie powyższego należy zauważyć oczywisty fakt, że nie można być sędzią we własnej sprawie, a w dodatku w postępowaniu upadłościowym jest bezwzględny wymóg trzyosobowego składu orzekającego.
Jeśli jednak skarżący przełamie opór sędziego komisarza i skieruje pozew do innego sądu, do pomocy komisarzowi wkracza syndyk, który najczęściej nie prowadzi swojej działalności w siedzibie upadłego, lecz gdzie indziej, i radzą sobie tak:
- W urzędzie pocztowym obsługującym upadłego zostawia zawiadomienie, że został syndykiem firmy i całą korespondencję należy przesyłać na jego (inny) adres.
- Sąd zawiadamia zarząd upadłego o terminach rozprawy lub terminach zawitych na adres spółki. Poczta na podstawie delegacji syndyka przesyła korespondencję na jego adres.
- Syndyk zawiadamia Sąd, że ˝przypadkowo˝ odebrał korespondencję zarządu upadłego, ale wysyła ją pod właściwy adres i na dowód tego załącza kwit nadania na poczcie na adres upadłego, tylko nie mówi już o tym, że przesyłka i tak wróci do niego na podstawie zostawionego na poczcie polecenia. Natomiast Sąd, widząc dowód nadania, uważa, że wszystko jest w porządku i zakłada, że doręczenie zarządowi upadłego nastąpiło.
Największym zagrożeniem dla mechanizmów funkcjonujących w XVII Wydziale są procesy toczące się przeciwko syndykom w innych sądach. Dlatego naczelną zasadą jest (używając terminologii sportowej) ˝gra na własnym boisku˝. W realizacji tej zasady pomaga bardzo niska znajomość prawa przez prokuratury, a także niestety inne sądy. W realizacji tej zasady, jeżeli trzeba, doprowadza się do upadłości kolejne firmy po to, aby osiągnąć taki stan sprawy, gdzie wszystko toczy się w XVII Wydziale Sądu Rejonowego ds. upadłościowych i układowych. Bo tutaj nawet opinie powołanych przez Sąd biegłych są lekceważone, jeżeli nie pasują do realizacji założonego przez grupę interesów celu.
Wydane przez Sąd wyższej instancji (nawet apelacyjny) orzeczenia w czasie przed upadłością firmy, jeśli ta potem upadnie, w procesie upadłościowym prowadzonym w XVII Wydziale Sądu Rejonowego ds. upadłościowych i naprawczych takie orzeczenia mogą być wzruszone. Dążenia do zasady ˝gry na własnym boisku˝ przedstawię na konkretnym przykładzie:
Spółka Budexpans Holding sp. z o.o. miała to nieszczęście, że kupiła od Wartpol Sp. z o.o. atrakcyjną nieruchomość w postaci działki budowlanej na Saskiej Kępie przy ul. Meksykańskiej 8 w Warszawie, nie zdając sobie sprawy, że sędzia Dariusz Czajka jako komisarz upadłej spółki FRI wraz z jej syndykiem powziął zamysł przejęcia tej nieruchomości.
Jak się później okazało, historia tej nieruchomości jest następująca:
1. Spółka Wartpol sp. z o.o. w wyniku przetargu kupiła od Gminy Warszawa Praga Południe prawo wieczystego użytkowania nieruchomości przy ul. Meksykańskiej 8 i 10. Następnie prawem tym podwyższyła swój kapitał zakładowy.
2. Wspólnicy spółki Wartpol sprzedali swoje udziały do spółki FRI.
3. Z uwagi na fakt braku realizowania płatności unieważniona zostaje umowa sprzedaży udziałów i udziały wracają do poprzednich właścicieli.
4. Spółka FRI upada. Syndyk jej masy upadłości Alina Dłużewska (sędzia komisarz Dariusz Czajka) dowiaduje się z dokumentacji, że w skład majątku FRI poprzez udziały wchodziła przez jakiś czas nieruchomość przy ul. Meksykańskiej.
Początkowo usiłuje metodą faktów dokonanych wywołać wrażenie, że jest właścicielem udziałów w Wartpolu sp. z o.o. Poprzedni właściciele skutecznie się przed tym bronią i wygrywają sprawę o własność udziałów w Sądzie Gospodarczym Rejestrowym, jak i w cywilnym.
5. Właściciele udziałów Wartpolu sprzedają prawo użytkowania wieczystego części nieruchomości przy ul. Meksykańskiej Spółdzielni Mieszkaniowej ˝Meksykańska˝, a część spółce Budexpans Holding sp. z o.o.
O unieważnienie obu tych umów występuje syndyk FRI A. Dłużewska (sędzią komisarzem jest Dariusz Czajka) do Sądu Okręgowego w Warszawie, po czym wycofuje się z powództwa ze Spółdzielnią ˝Meksykańska˝ bez podania przyczyn (jest tam ok. 60 spółdzielców). Natomiast kontynuuje sprawę przeciwko spółce Budexpans Holding, choć oba pozwy były identyczne, umowy spisane u tego samego notariusza w tym samym czasie.
6. Sprawę przegrywa, a wyrok Sądu Okręgowego utrzymuje w mocy Sąd Apelacyjny.
Zgodnie z zasadą przenoszenia spraw na ˝własne boisko˝ sędzia D. Czajka zaczyna realizować już we własnym sądzie zamysł przejęcia nieruchomości w następujący sposób:
1. Syndyk Dłużewska (sędzia komisarz Dariusz Czajka) kieruje wniosek do przewodniczącego Sądu Upadłościowego w osobie Dariusza Czajki o ogłoszenie upadłości Wartpolu sp z o.o.
2. Przewodniczący Dariusz Czajka kieruje sprawę do rozpoznania do referatu sędziego Dariusza Czajki, który powołuje biegłego do spraw księgowości mającego ocenić, czy spółka Wartpol powinna mieć ogłoszoną upadłość. Biegły w swojej opinii stwierdza, że nie widzi podstaw do ogłoszenia upadłości Wartpolu, ale nie przeszkadza to w ogłoszeniu upadłości spółki i przewodniczący składu orzekającego Dariusz Czajka wyznacza sędziego Dariusza Czajkę na komisarza upadłości Wartpolu, a na syndyka wyznacza pracownika A. Dłużewskiej w osobie Adama Stradowskiego.
3. Sędzia Dariusz Czajka, wbrew przepisom ustawy, pozwala A. Stradowskiemu na odstąpienie od umowy kupna - sprzedaży z Budexpansem Holding, której istnienie i ważność potwierdził Sąd Okręgowy i Apelacyjny.
4. A. Stradowski oświadcza u notariusza, że odstępuje od umowy, i takie oświadczenie (prawnie bezskuteczne) przedkłada w pozwie o unieważnienie umowy z Budexpansem Holding do Sądu Okręgowego. Jednocześnie składa do sędziego Dariusza Czajki wniosek o ogłoszenie upadłości Budexpansu Holding sp. z o.o.
5. Sąd Okręgowy że pozew A. Stradowskiego dotyczył już rzeczy osądzonej (narusza powagę rzeczy osądzonych), wydaje wyrok odmienny od tego, który wcześniej sam orzekł, i który podtrzymał Sąd Apelacyjny. Trudny do zrozumienia jest fakt, jak syndykowi udaje się to uzyskać.
Ten wyrok w dwa dni po jego ogłoszeniu - jest więc jeszcze nieprawomocny - stanowi dla Sądu Upadłościowego podstawę do ogłoszenia upadłości Budexpansu Holding sp. z o.o., przy czym sędzia Dariusz Czajka trzykrotnie pojawiał się na posiedzeniach składu orzekającego, pilnując realizacji celu.
W ten oto prosty sposób syndycy dostali w swoje ręce nieruchomość wartą blisko 20 mln zł, która to nieruchomość przez następcę sędziego Dariusza Czajki została sprzedana z wolnej ręki za kwotę 6,7 mln zł.
W tej sprawie jest szereg dokumentów potwierdzających zarówno wymienione tezy, jak i inne liczne nieprawidłowości w trakcie procesu upadłościowego.
Podobny scenariusz odbywa się z upadłą spółką EKO-Diesel w Ursusie, w której tenże Sąd wyznaczył na syndyka masy upadłości Panią Barbarę Kisałę-Ogińską, która nie dość że pozbawiła niesłusznie wynagrodzeń pracowników tej spółki, to jeszcze nie zabezpieczyła majątku spółki, gdzie trwa rozkradanie nowoczesnych lini produkcyjnych i obrabiarek.
Majątek ten na oczach pani syndyk wywozi na złom jakaś dziwna spółka o nazwie Belgian Polisach Inwestment Sp.z o o, której właściciel jest osobnik ścigany listem gończym.
Panie Ministrze, jakie pan przewiduje zmiany systemowe w wymiarze sprawiedliwości, aby ukrócić ww. afery z udziałem Sądu Gospodarczego w Warszawie? Jak podejrzewam, także takie sceny mają miejsce w całym kraju.
Z wyrazami szacunku
Poseł Zygmunt Wrzodak
Warszawa, dnia 6 grudnia 2005 r.