Środowiska medyczne poinformowały mnie o pracach nad projektem ustawy o państwowym ratownictwie medycznym. Prace
Środowiska medyczne poinformowały mnie o pracach nad projektem ustawy o państwowym ratownictwie medycznym. Prace nad ustawą nabrały tempa dopiero po tragicznych wydarzeniach na Śląsku. Jednak resort zdrowia stoi na stanowisku, że jej zarys był gotowy na jeden dzień przed zawaleniem się dachu hali w Chorzowie, gdyż ustawy nie pisze się na zawołanie, w ciągu jednego czy dwóch dni. W pracę nad nową ustawą został włożony bardzo duży wysiłek intelektualny wielu specjalistów z różnych dziedzin. Rząd zapewnia o szybkim przyjęciu projektu ustawy i skierowaniu go do Marszałka Sejmu, do prac sejmowych. Ustawa będzie podpisana przez Prezydenta najpóźniej w połowie 2006 r. Wejdą w życie nie wszystkie przepisy, ale na pewno będą obowiązywać przepisy o organizacji logistycznej strony systemu. Wprowadzenie w życie ustawy o ratownictwie medycznym jest konieczne i wymaga dużych nakładów budżetowych. Od początku 2007 r. weszłaby w życie pozostała część ustawy. Premier Kazimierz Marcinkiewicz zapewnia, że w przyszłorocznym budżecie państwa przeznaczone będzie 1,2 mld zł. Środki te będą przeznaczone na sfinansowanie niektórych świadczeń zdrowotnych związanych z ratowaniem życia, a także na koordynację działania systemu, np. na centra powiadamiania ratunkowego.
Rząd Kazimierza Marcinkiewicza proponuje szereg zmian. Jedną z zasad systemu ratownictwa medycznego będzie to, że budżet państwa płacić będzie za świadczenia zdrowotne w tzw. fazie przedszpitalnej. Oznacza to, że wszystkie świadczenia zdrowotne wykonane od momentu wyjazdu karetki do np. ofiary wypadku, przez udzielenie jej niezbędnej pomocy i powrót do szpitala, będą opłacane ze środków publicznych. Natomiast od przyjęcia pacjenta na szpitalny oddział ratunkowy odpowiedzialność za finansowanie systemu ratownictwa medycznego przejmie Narodowy Fundusz Zdrowia.
Zgodnie z twierdzeniami rządu dzięki nowej ustawie karetki pogotowia nie będą przychodniami na kółkach, bo w docelowym modelu w większości karetek może nie być lekarzy. Ich miejsca zajmą dobrze wykształceni ratownicy medyczni. Lekarze są bardziej potrzebni w innej części systemu ratownictwa - Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych. Jak pokazuje praktyka, ponad 70% wezwań karetek jest bezzasadnych. Zadaniem zespołów ratunkowych jest ratowanie życia ludzkiego. Jeżeli więc karetka pojedzie do pacjenta, który wymaga jedynie porady lekarza podstawowej opieki zdrowotnej, to w tym czasie być może ktoś inny straci życie.
O zmianie składu osobowego zespołu ratunkowego będzie decydować kierownik stacji. Zmiany te będą następowały stopniowo. Nie oznacza to jednak całkowitej eliminacji lekarzy z karetek. Ustawa ma jedynie umożliwić racjonalne działanie stacji pogotowia ratunkowego, w sytuacji gdy coraz mniej lekarzy chce jeździć w zespołach ratunkowych. Nie wolno też zapominać o tym, że koszt pracy lekarza w karetce jest wyższy niż ratownika. A przecież te osoby mają wykonywać te same zadania - jak najszybciej udzielić niezbędnej pomocy i przewieść pacjenta do szpitala.
Projekt ustawy zakłada także zmianę w Szpitalnych Oddziałach Ratunkowych, nie wszystkie z tych, które działają, zasługują na to miano. Funkcje tych oddziałów często pełniły zwykłe izby przyjęć. Tylko SOR z akredytacją będą mogły liczyć na pieniądze z NFZ. Oddział bez akredytacji, a tym samym niespełniający odpowiednich standardów jakości i leczenia, nie będzie mógł być zakwalifikowany jako szpitalny SOR. Nad zachowaniem tych standardów będzie czuwał zarówno NFZ, jak i wojewodowie, którzy będą odpowiedzialni za tworzenie tych oddziałów.
- Czy rząd spełni obietnice mówiące, że w przyszłorocznym budżecie państwa na ratownictwo medyczne zostanie przeznaczone 1,2 mld zł?
- Na jakich zasadach w finansowaniu ratownictwa medycznego będą partycypować jednostki samorządu terytorialnego?
- Czy system ratownictwa medycznego będzie rozwijany i czy w związku z tym zostanie wsparty finansowo system kształcenia ratowników medycznych?
Poseł Zbigniew Włodkowski
Pisz, dnia 3 kwietnia 2006 r.